Stevie Wonder w Paryżu: 50 lat „Songs in the Key of Life”

Stevie Wonder w Paryżu świętował 50-lecie „Songs in the Key of Life”. Sprawdź, co wydarzyło się podczas wyjątkowego koncertu z udziałem Lenny’ego Kravitza.

Stevie Wonder w Paryżu dał fanom rzadką okazję, by usłyszeć na żywo „Songs in the Key of Life” w roku 50. rocznicy albumu. W czwartkowy wieczór, 15 października, artysta wystąpił w Accor Arena, a jednym z najmocniejszych momentów okazała się niespodziewana obecność Lenny’ego Kravitza. Paryski koncert łączył jubileuszową celebrację z przypomnieniem, dlaczego ten rozbudowany album wciąż działa na kilku pokoleniach słuchaczy.

Stevie Wonder w Paryżu – okładka albumu Songs in the Key of Life
Oficjalna okładka albumu „Songs in the Key of Life” — źródło: Spotify.

Stevie Wonder w Paryżu: jubileusz, na który czekano

Występ był częścią trasy „Songs In The Key Of Life Performances – 50th Anniversary Tour”. Organizator zapowiadał wykonanie całego albumu, a relacje z Accor Arena potwierdziły, że set trzymał się tego pomysłu, choć Wonder pozwolił sobie także na drobne zmiany kolejności i improwizację. Według „Le Parisien” hala była wypełniona, a wydarzenie przyciągnęło przedstawicieli francuskiej sceny muzycznej i filmu. Dla publiczności była to rzadka okazja: poprzedni paryski koncert Wondera odbył się w 2010 roku.

Reklama

Ostatni paryski koncert Wondera odbył się w 2010 roku, a we Francji artysta wystąpił ponownie w 2014 roku. Do Accor Arena przyjechał z około 30-osobowym składem: sekcją dętą, smyczkami, chórkami i wieloletnimi współpracownikami.

Co Stevie Wonder w Paryżu przypomniał o swoim klasyku?

Koncert rozpoczął „Love’s in Need of Love Today”, utwór, który od razu ustawił emocjonalny ton wieczoru. Później pojawiły się między innymi „Sir Duke”, hołd dla Duke’a Ellingtona i innych jazzowych mistrzów, oraz oszczędne, oparte na harfie „If It’s Magic”. Finał należał do „Another Star”, zamieniającego koncert w taneczną celebrację. „Le Monde” zwrócił uwagę, że choć program był podporządkowany jednemu albumowi, Wonder nie zrezygnował z improwizowanych fragmentów ani z własnej swobody wykonawczej.

Największą niespodzianką było pojawienie się Lenny’ego Kravitza. Jego gościnny udział nadał albumowemu setowi nieoczekiwany punkt kulminacyjny.

Album „Songs in the Key of Life” po 50 latach

„Songs in the Key of Life” ukazał się we wrześniu 1976 roku jako podwójny album, uzupełniony dodatkową EP-ką. W podstawowym zestawie znalazło się 17 utworów, a całość przekracza sto minut muzyki. Rozmach nie był więc marketingowym hasłem: projekt obejmuje soul, funk, pop i R&B, a także aranżacje czerpiące z jazzu oraz muzyki orkiestrowej. Ta stylistyczna różnorodność sprawia, że rocznicowy koncert wymagał od zespołu czegoś więcej niż wiernego odtworzenia kilku radiowych przebojów.

W połowie lat 70. Wonder poszerzał soul o syntezatory i rozbudowane, wielogatunkowe aranżacje. Album wracał później w popie, R&B i hip-hopie, także jako źródło sampli.

Relacja „Le Monde” podkreśla, że album nie stracił energii po półwieczu. Zmiany kolejności, improwizacje i dialog zespołu z Wonderem sprawiły, że materiał nie brzmiał jak muzealne odtworzenie, lecz jak muzyka rozwijana na żywo.

Reklama

Dlaczego ten koncert wybrzmiał szerzej niż rocznica?

Ważna była również skala samego wydarzenia. Wyprzedana arena, rozbudowany skład i obecność znanych gości sprawiły, że paryski przystanek stał się jednym z głośniejszych muzycznych wydarzeń tego tygodnia. Dla młodszych fanów mógł być pierwszą okazją do zobaczenia Wondera na żywo; dla starszych — powrotem do repertuaru, który towarzyszył im od dekad. W obu przypadkach działał ten sam mechanizm: piosenki pozostawały rozpoznawalne, a wykonanie nie sprowadzało ich do odtwarzania znanych nagrań.

Rocznicowe koncerty bywają próbą odtworzenia przeszłości, ale ten wieczór miał też wymiar teraźniejszy. Wonder nadal prowadził zespół, reagował na muzyków i kształtował przebieg setu. Gościnny udział Kravitza dodatkowo przypomniał, że wpływ dorobku Motown nie kończy się na historycznych podsumowaniach — rezonuje w twórczości artystów, którzy sami są dziś ikonami. Właśnie w tym sensie Stevie Wonder w Paryżu nie był wyłącznie celebracją daty z kalendarza.

Warto wrócić do „Isn’t She Lovely”, „Pastime Paradise” i „As”: trzy różne odsłony albumu, od lekkiego soulu po rytmiczne napięcie i orkiestrowy rozmach. Ten repertuar nadal daje zespołom koncertowym szerokie pole do interpretacji.

Właśnie dlatego Stevie Wonder w Paryżu mógł zainteresować także słuchaczy, którzy nie znają całej płyty od początku do końca. Znane melodie działają jako wejście, ale dłuższe formy odsłaniają szczegóły aranżacji, których łatwo nie zauważyć w skróconej wersji radiowej. Gdy kilkudziesięcioosobowy skład przenosi ten materiał do areny, album zyskuje fizyczną skalę: sekcje odpowiadają sobie, chórki poszerzają refreny, a rytmika prowadzi utwory między funkową sprężystością i spokojniejszą, gospelową tonacją.

Oficjalna strona Accor Arena zapowiadała wykonanie albumu w całości. Relacje „Le Monde” i „Le Parisien” potwierdziły jubileuszowy charakter koncertu oraz niespodziewany udział Kravitza. Więcej wiadomości znajdziesz w kategorii Newsy na Odsłuch.com.pl.

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Administratorem Twoich danych jest Arkadiusz Krzak. Imię i e-mail wykorzystamy do publikacji komentarza i ochrony przed spamem, e-mail nie jest publikowany. Szczegóły i Twoje prawa: polityka prywatności.